SCHODY MARTWYCH. Historia pierwszej kobiety-maniaka Odessy

„Schody martwych” łączą Deribasowskuju ulicę i Polskie zejście, jeszcze parę metrów – i okażecie się koło jednych z bramy Morskiego portu. Dotychczas od tego miejsca wieje chłodkiem i, zwłaszcza, w nocy, bojaźń przeszywa od sąsiednich domów cieni, co rozłazi się po ścianach…
W środku XIX stulecia w Odessie stanęli bezśladowy znikać mężczyźni, co w zasadzie przybyło na sądach członkowie załog. Długie lata śledztw nie dawały żadnego wyniku. Lecz pewnego razu śledczym powiozło, a mieszkańców miasta wrzuciło do nieskończonego horroru i odrętwienia. Jedna pani kupiła pasztecik na tym, co dowóz u bardzo urodziwej, lecz już niemłodej kobiety. Kiedy pani odgryzła domowe pieczywo, to ujawniła wewnątrz, razem z nadzieniem kłykieć ludzkiego palca!!! Granicy nie było ataku histerii i paniki, naturalnie! Tu że wywołały policję i sprzedawczynię zatrzymały. Na przesłuchaniu wyjaśniło się, że ta kobieta „pracuje” w jednym z domów na ulicy „Białych prześcieradeł” (tak w Odessie wtenczas nazywały się „Ulice czerwiennych latarń”). Że ona zabijała swoich klientów i, żeby schować ślady przestępstwa, czyni z ich pierożki. Jej wołały Roza. Ona była bardzo okrutna, lecz bezsensowna pierwsza kobietą-maniakiem w historii Odessy. Pierożki ona sprzedawała osobiście. Prawdopodobnie, gdyby ona ufała tę sprawę komuś innemu, to jej nigdy by nie złapały. Również ona pokazała, że jeśli ona słyszała coś podejrzliwe czy coś obudziło czujność jej, to ona wyrzucała ze swojego okna ciało klienta na trawnik (okna jej pokoju wychodziły na nie oświetloną działkę między domem i opisywanymi powyżej schodami). Potem schodziła w dół i tam jego zagrzebywała. Po wyjeździe na miejsce, były znalezione ciała więcej dwudziestu mężczyzn.
Wyjaśnić sens i cel swoich uczynków Roza tak i nie potrafiła, lecz jej wszystko jedno uznały za poczytalną i powiesiły na „czołowym miejscu”.